25 listopada 2011

Rozdział 1

Rozdział1

Pierwszy dzień nauki po wakacjach. Koszmar. Tym bardziej, że zaczynasz pierwsza klasę liceum! Połowy ludzi ze szkoły nie znałam. Jedynym oparciem i jedyną przyjaciółką była Liz. Nie wiem co bym bez niej zrobiła.
Przejrzałam już chyba całą klasę i nie zauważyłam ani jednego chłopaka, na którym mój wzrok został nie dłużej niż minutę. Nie widziałam chłopaków z innych klas i nie mogłam porównać, w której z nich jest więcej ciach. Pewnie dopiero co przeprowadził się do naszego miasta.
Dzisiejszego ranka, jednak, spotkała mnie wspaniała niespodzianka. W drzwiach stanął jakiś nowy, sexi chłopak. Pierwszy raz go na oczy widziałam. Wysoki, umięśniony, blondyn o błękitnych oczach i delikatnych rysach, miał na sobie letnie szorty i czerwoną koszulę w kratkę. Była opięta na jego ramionach. Coś mi mówiło, że w jakiś sposób jest wyjątkowy i tu nie pasuje. Nie dla tego, że był zabójczo przystojny... Podszedł do nauczycielki, i jak każdy, położył coś na biurku i rozejrzał się po klasie. Jego wzrok zatrzymał się na mnie. Ja , i większość dziewczyn z mojej klasy, nie spuszczałam z niego wzroku. Uśmiechnął się do mnie. Jego uśmiech był tak oszałamiający, że aż się lekko zarumieniłam. Roześmiał się cicho, ale, nie spuszczając ze mnie wzroku, poszedł do grupki chłopaków siedzących na ławkach w pierwszym rzędzie.
Gdy jeden z chłopaków coś powiedział, uśmiechając się do niebieskookiego przystojniaka, wszyscy którzy słyszeli co powiedział, zaczęli się śmiać.
Wszyscy mieli zamiar dostać się do drużyny koszykarskiej, lub jakiejkolwiek innej do jakiej mieli szanse się dostać. Większości z nich nawet nie znałam, ale nie trudno było się domyślić, że robią to tylko dla sławy w szkole i dziewczyn.
Liz cały czas coś do mnie mówiła, ale ja nie zwracałam na to uwagi. W końcu wkurzyła się i pomachała mi ręką przed oczami. Zamrugałam i spojrzałam na nią pytająco.
-Angela.! Pobudka! -Pstryknęła mi palcem przed oczami.-Chociaż jeden chłopak jest w tej klasie, na którym pozostaje najwięcej spojrzeń.
Pokręciła głową.
-I akurat patrzy na ciebie...-Mówiła to bardziej do siebie, niż do mnie.
Liz była wysoką , promieniującą urodą dziewczyną . Miała piękne, rude włosy ,niemal czerwone, jasnobrązowe oczy i jasną karnację. Wszystko do siebie pasowało. Nawet jej różowa miniówka i błękitna bluzka. Srebrne kolczyki w kształcie serduszek z czerwonym wypełnieniem.
-Tak. - Powiedziałam nieśmiało. Miałam wrażenie, że się rumienię.
-Ładny nie?! -Wyszeptała mi do ucha.
-No nie wiem czy jakaś inna dziewczyna w tej klasie odpowiedziałaby inaczej.-Uśmiechnęłam się do niej usatysfakcjonowana, ale szczerze nie wiem czym.
Liz zawsze oceniała chłopaka po wyglądzie. Kiedy związywała się z jednym z taki przystojniaków, oni po pewnym czasie łamali jej serce. Zawsze odradzałam jej taką, bliższą znajomość, ale jak to ona, nie słuchała.
Pokiwałam głową i spojrzałam na przystojniaka. Posadzili go tyłem do klasy i wciągnęli w rozmowę. Jego piękne blond włosy były potargane, ale tak słodko na nim wyglądały, że aż nie chciało się ich układać w ład.
Wpatrywałam się w niego z taką intensywnością, że chyba poczuł mój wzrok na swoich plecach i odwrócił się w moją stronę. Spojrzał wprost na mnie. Zauważyłam błysk w jego wyjątkowo błękitnych oczach. Gdyby nie ten szeroki uśmiech który mi posłał może bym się nie zarumieniła, ale tak szybko spuściłam wzrok na blat ławki i, z całych sił powstrzymywałam się żeby na niego nie spojrzeć.
-Angela! - Liz szturchnęła mnie w ramię i od razu mój wzrok, z drewnianego blatu ławki, przeniósł się na nią.- Przystojniak na ciebie patrzy!-Wyszeptała mi podniecona do ucha.
-Tak. Wiem.-Znów spuściłam wzrok.

~***~

Przez pierwsze dni wpatrywałam się w niego, jak w piękny obrazek. Zastanawiałam się, jak by wyglądał z anielskimi skrzydłami i aureolą. Pewnie bardziej niewinnie niż teraz. Czasami też zastanawiałam się czy nie podejść do niego i nie zagadać czy coś w tym stylu.
Za każdym razem, gdy jego wzrok padał na mnie wpatrywałam się gdzie indziej, żeby się nie zarumienić.
Następna lekcja, w dzisiejszym dniu, była godziną wychowawczą. Nikomu nie chciało się wyjść z klasy wiec był niezły harmider. Zupełnie jak na korytarzu. Jedni uczniowie siedzieli na ławkach, inni na krzesłach lub podpierali ściany.
Nagle nowy wstał od swojego grona nowych kolegów i zaczął iść w moją stronę. Szedł z gracją jaką się po nim nie spodziewałam.
Siedziałyśmy z Liz w jednej ławce. Ona coś tam gryzdała w zeszycie, ale nie zwróciłam większej uwagi co.
W końcu przystojniak stanął przede mną i położył dłonie na mojej ławce. Niepewnie podniosłam wzrok i spojrzałam w jego oczy. Niemal znowu się zarumieniłam.
Liz nawet nie drgnęła, gdy chłopak przemówił.
-Cześć, nazywam się Daniel Deimont, a wy ?-Spytał uprzejmie. Chłopak cały czas wpatrywał się mi w oczy.
-Ja jestem Liz Salvin , a to jest moja przyjaciółka Angela Grim.-Odpowiedziała machinalnie nie podnosząc głowy znad zeszytu.
Spojrzałam na nią pytająco, ale ona tego nie mogła zauważyć.
-Wiecie może czy są jakieś nabory do drużyny reprezentacyjnej..? Chętnie bym spróbował swoich sił w tej szkole...-Pochylił się nad naszą ławką. Nasze twarze dzieliło teraz tylko jakieś 10 może 15 centymetrów.
Chwyciłam nerwowo ołówek i zaczęłam kręcić go w palcach.
-Ale przecież tamci chłopacy... Oni tylko marzą o dostaniu się do drużyny... Właściwie to, do jakiejkolwiek.
-Cicho!-Liz szturchnęła mnie w ramię.-Nie psuj chłopakowi wymówki, żeby z tobą porozmawiał.-Powiedziała znudzona.
Wraz z Danielem spojrzeliśmy na nią zdziwieni i zaskoczeni.
-A ty z kąt...-Zaczął Daniel, ale Liz przerwała mu w połowie zdania.
-Takich chłopaków jak ty łatwo przejrzeć.-Odezwała się do niego sarkastycznie podnosząc wzrok znad kartki i posłała mu równie sarkastyczny uśmiech.
-Giń demonie.-Starał być się równie uprzejmy co ona.
Liz wpatrywała się przez dłuższą chwilę w Daniela jakby coś sprawdzała.
-Jest twoja.-Odpowiedziała w końcu wracając do bazgrania w zeszyci.
-Hm?-Spytałam ją.-O co ka man?
-Jesteś moją przyjaciółką nie oddam cię byle komu.-Znów odpowiedziała machinalnie.
Zdziwiłam się jeszcze bardziej i spojrzałam na Daniela. On również wpatrywał się w nią pytająco. Powoli przeniósł na mnie wzrok.
-No to jak? -Spytał nieśmiało, co mnie zdezorientowało.-Skoro ona mnie rozgryzła.-Wskazał broda na Liz.-To co? Mogę cię prosić o spotkanie w sobotę?
Czy on naprawdę zapraszał mnie na randkę?! Czy to tylko mi się śni? I czemu jest to takie realistyczne?!
Pokiwałam głową na zgodę.
-Czyli mam rozumieć, że dzień zaczyna się od eliminacji do drużyny koszykarskiej?-Spytałam niemal szeptem.
-Jeżeli chcesz to możesz przyjść.-Znów posłał mi ten piękny uśmiech po którym rumieniec oblewał mi twarz.
Zastanawiałam się nad odpowiedzią. Nie wiem co dzisiaj działo się z Liz, ale najwyraźniej wyczuła mój dylemat i odpowiedziała nie przerywając tego co właśnie rysowała.
-I tak przyjdzie. Nie masz się o co martwić.-Czułam, że przewraca oczami z irytacji.
Dobra, to już było dziwne. Chciałam po prostu nakrzyczeć na Liz! Co się z nią działo?!
Znając życie jutro będzie się zachowywać normalnie, to znaczy tak jak zawsze, czyli wyluzowana.
Daniel zrozumiał, że Liz chce żeby sobie poszedł. Posłał mi przepraszające spojrzenie i poszedł do chłopaków z tą samą gracją, gdy tu podchodził.
-No dobra to chociaż może mi powiesz co tam rysujesz?-Spytałam Lizi.
Ona tylko potrząsnęła głową i spojrzała się na mnie dziwnie jakbym spytała ją o coś czego nie robiła. Po chwili jednak spojrzała na zeszyt i niemal się od niego odsunęła.
Przewróciłam oczami z irytacją i zabrałam jej zeszyt.
Gdy tylko zauważyłam obrazek od razu zamknęłam zeszyt i odłożyłam go na swoje miejsce.
Szkic przypominał mnie jako anioła.
O nie ! Tylko nie to! Nie nie nie!
Liz widząc przerażenie na mojej twarzy złapała mnie za rękę i spytała o co chodzi. Przeczytałam to z ruchów jej warg. Nic już nie słyszałam. Po prostu odcięto mnie od świata i na siłę chciano mnie dopasować tam gdzie nie chciałam.
Wyrwałam rękę z uścisku Liz i wybiegłam z klasy.

~***~

Byłam już w połowie drogi, gdy koś chwycił mnie pewnie za ramiona. Prawie podskoczyłam, ale nie raczyłam się odwrócić. Próbowałam się wyrwać, ale ta osoba uparcie mnie trzymała.
W końcu wybuchnęłam płaczem i ugięły się pode mną kolana. Silne ramiona nieznajomego złapały mnie w ostatniej chwili, amortyzując upadek, i obróciły mnie w jego stronę.
Daniel?! Ale...
Wpatrywał się we mnie z troską w oczach. Przyłożył niepewnie dłoń do mojego policzka i otarł je od łez.
Rzuciłam się w jego ramiona i wtuliłam głowę w jego pierś. Nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłam ale wiedziałam, że nie będzie protestował.
Daniel, zdziwiony, że go objęłam, wstrzymał oddech trochę zakłopotany. Po niedługiej chwili jednak się rozluźnił i niepewnie zacisnął ręce w obwodzie mojej talii.
Pachniał płynem do kąpieli dla mężczyzn, a w dotyku był miękki jak poduszka. Wtulił twarz w moje włosy zaciągając się ich zapachem z westchnieniem. Zapragnęłam, żeby nikt nas nie widział, właściwie to od chwili, gdy wybiegłam z klasy marzyłam o staniu się niewidzialną, i wtuliłam się mocniej w jego pierś. Łzy cały czas ciekły mi po policzkach mocząc jego koszulkę.
Nagłe kroki za jego plecami mnie trochę przeraziły, ale nawet nie drgnęliśmy.
Zdenerwowane kroki, dało się to rozpoznać po rytmie w jakim uderzały o posadzkę, przeszły koło nas, w ogóle się przy nas nie zatrzymując, i ucichły w głębi szkoły.
Nie dałam po sobie poznać zdziwienia, tylko zaczęłam szlochać. Nie miałam nad tym żadnej kontroli.
-Ciiii...-Zaczął uspokajać mnie Daniel.
Poczułam jak jego serce wali z łomotem o klatkę piersiową. Czyżby, aż tak był zdenerwowany? Ręce Daniela zacisnęły się mocniej na mojej talii.
Nie, był zaskoczony obrotem sprawy, uświadomiłam sobie.
Wzięłam kilka głębokich wdechów, żeby się uspokoić, ale łzy nie miały zamiaru przestać spływać mi po policzkach.
Zimne powietrze, które wpadało do szkoły przez otwarte okno, zaczęło przenikać przez moją skórę, aż do kości z taką łatwością, jakbym była mokrą łatką wiszącą w mroźny dzień na lince.
-Zimno ci?-Spytał Daniel z troską w głosie.-Jesteś cała rozpalona.
Pokiwałam głową trzęsąc się jak osika.
Co się ze mną dzieje?! Jakiś głupi obrazek wywrócił cały dzień do góry nogami i na pewno też życie.
-Zaraz powinien zadzwo...-Przerwał bo akurat rozdzwonił się dzwonek na przerwę. Czyżbyśmy przestali na korytarzu całą lekcję?! Kiedy tylko dzwonek ucichł dodał:-Chodźmy do klasy, może wychowawczyni wyśle cię do domu...
Puścił mnie i zgrabnym ruchem stanął za moimi plecami. Popchnął mnie delikatnie w stronę sali. Zrobiłam chwiejny ruch do przodu i ręce Daniela zacisnęły się od razu na moich biodrach. Chciałam się zarumienić, ale nie miałam na to sił.
Nikt nie zważał się nas zauważać. Byliśmy jak powietrze.
Wślizgnęliśmy się do klasy przez zamykające się drzwi. Rozejrzałam się po klasie i zobaczyłam, że plecaki, mój i Daniela, wiszą spakowane na krzesłach.
Deimont poprowadził mnie do pierwszej ławki w środkowym rzędzie, która znajdowała się przy biurku nauczyciela. Na krześle wisiała torebka nauczycielki, to znaczyło, że pewnie zaraz się po nią wróci.
Usiadłam na ławce zdejmując ręce z Daniela. On poszedł do swojej ławki i zdjął bluzę z krzesła i wrócił do mnie kładąc mi ją delikatnie na ramiona i niemal w tym samym momencie drzwi do klasy się otworzyły i weszła przez nie pani profesor. Widząc nas zdziwiła się. Powstrzymywała się przed rozdziawieniem ust, ale jednak szybko się opamiętała i zamknęła za sobą drzwi.
Jej wzrok spoczął na mnie i od razu do mnie podbiegła i położyła rękę na moim czole.
-Co ci się stało dziecko?-Spytała z troską i zaskoczeniem w głosie.-Masz wysoką gorączkę i to nawet bardzo.-Pogłaskała mnie po głowie.- Zadzwonię po twoich rodziców, żeby po ciebie przyjechali...
-Ale oni tego ie zrobią-wtrąciłam się jej w zdanie. Mój głos był taki cichy jak szept.
-Ponieważ?-Spytała nauczycielka
-Wyjechali na delegację do stolicy i wrócą wieczorem...-Tym razem to był szept. Nie mogłam się zmusić do mówienia głośniej.
-A ktoś z rodziny?-Spróbowała inaczej.
-Za daleko mieszkają.
Spojrzała mi w oczy jakby myślała, że kłamię. Po co miałabym ją okłamywać?
-To co ja z tobą zrobię dziecko?-Pokręciła głową z dezaprobatą.
-Mógłbym zawieść ją do domu...-Zaoferował się Daniel z nadzieją w głosie.
-Naprawdę?-Ucieszyła się nauczycielka.-Zrobiłbyś to? Zaopiekował się do czasu gdy jej rodzice nie wrócą?-W jej głosie słychać było błaganie.
Spojrzał na mnie pytająco. Ja tylko uśmiechnęłam się do niego i spuściłam wzrok z zawstydzenia. Zerkałam na niego co jakiś czas.
-Tak...-Powiedział niepewnie.-Mogę.
Nauczycielka odetchnęła z ulgą. Przyłożyła mi jeszcze raz rękę do czoła i powiedziała, że mamy poczekać do dzwonka i wtedy możemy wyjść.
Mimo ciepłej bluzy, która należała do Daniela, było mi zimno jakbym stała cały dzień na mrozie.
Mój opiekun, bo tak chyba mogę go teraz nazwać, wziął nasze plecaki i zarzucił je sobie przez jedno ramię, a drugim mnie obejmował. Siedzieliśmy tak, aż do dzwonka. Kiedy tylko zadzwonił, wstaliśmy z Danielem z ławki i poszliśmy na parking.
Stanęliśmy przed motorem, który mógł pomieścić mnie i Daniela, oraz jakieś dziecko...
Wyprostowałam się nagle.
Dziecko!
No właśnie! Mój brat! Miałam go odebrać po lekcjach!
Opiekun chyba wyczuł moje zdenerwowanie, bo spytał:
-Coś nie tak?-Ton troski nie znikała z jego głosu.
-Brat...-Wyszeptałam i czując, że nie wie o co mi chodzi dodałam:-Miałam go odebrać po lekcjach... Teraz jest pewnie w świetlicy...-Cały czas szeptała.
Siły coraz szybciej uciekały z mojego ciała.
-Spokojnie pojedziemy po niego.-Uśmiechnął się do mnie jednym z tych uśmiechów, od których rumieniec zalewał moją twarz, ale tym razem nic takiego się nie stało.

~***~

Kiedy tylko zajechaliśmy pod podstawówkę, zsiadłam z motoru i ruszyłam w jej kierunku. Daniel poszedł za mną, przy okazji łapiąc mnie za rękę, żebym mu nie uciekła.
Niemal biegłam do tej szkoły. Wyrównała ze mną krok.
Weszliśmy do szkoły i od razu ruszyłam do świetlicy. Znajdowała się na parterze, i jak zwykle bawiło się w niej mnóstwo dzieciaków czekających, aż ktoś je odbierze. Całe pomieszczenie było pomalowane na przyjemny żółty kolor. Na tablicach były gazetki oznaczające, że rok szkolny się zaczął. Telewizor i sprzęt AV znajdowały się w jednej strony, a szafki inne ławki po drugiej.
W rogu sali dostrzegłam brata bawiącego się z kolegami. Miał krótkie brązowe włosy i głębokie, piwne oczy.
-Mike!-Udało mi się zawołać brata.
Mike to było imię naszego ojca, na którego mówiono Mikel, a on sam wołał na syna „Junior”.
Podniósł głowę i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się szeroko i pożegnał się z kolegami, wziął plecak i powiedział „Do widzenia” opiekunkom.
Daniel stał za mną nie rzucając się w oczy i nadal trzymał mnie za rękę. Kiedy tylko Mike go zobaczył uśmiechnął się chytrze. Przewróciłam oczami.
-To już nawet nie można po ciebie przyjść z osobą towarzyszącą, żeby nie dostać „buzi” na powitania?!-Spytałam sarkastycznie, ale głos znowu zniżył mi się do szeptu.
Podszedł bliżej, zamykając za sobą drzwi, i przytulił mnie. Objęłam go wolną ręką i pocałowałam w czubek głowy. Zawsze byliśmy dla siebie bardzo mili, po prostu rodzeństwo idealne, ale gdy w grę zaczęli wkraczać chłopacy, bił się nie do wytrzymania.

~***~

Nie wiem jak, ale udało nam się dojechać w trójkę do domu. Powiedziałam Danielowi numer domu i ulicę i nic więcej nic musiałam już więcej mówić. Okazało się, że mieszka na tej same ulicy co ja, co było dla mnie miłą niespodzianką. Nie wiedziałam, że ktoś wprowadził się do domu starej pani Jankes, która zmarła rok temu na zawał serca. Ogółem to nic nie wiedziałam co się działo, bo całe lato przesiedziałam u Lizi, albo ona u mnie.
Daniel, opowiedział mi, że przeprowadzili się tu ponieważ, jego rodzina 3 lata temu powiększyła się o dodatkowego członka, i że koniecznie chciała mieć swój pokój. Jego rodzice i tak chcieli się przeprowadzić, ale potrzebowali motywacji. Mówił, że i tak dobrze się stało, bo już dawno chciał opuścić tamte mieszkanie. Źle się w nim czuł, ale nie chciał powiedzieć dlaczego.
Weszliśmy do domu i na samym wejściu zwróciłam się do Mika.
-No dobra, Mike.-Powiedziałam szeptem starając się na surowy ton głosu.- Możesz iść do mnie do pokoju i grać na komputerze, byle tylko nie zawracał mi głowy.
Jego uśmieszek mówił sam za siebie.
-Dobrze nie będę ci przeszkadzać w obściskiwaniu się ze swoim chłopakiem.-W ostatnim wyrazie lekko przeciągał samogłoski.
Przewróciłam oczami.
-Dobra, a teraz: już cię tu nie ma!-Mój głos nie podskoczył nawet o oktawę.
Patrzyłam jak Mike wchodzi po schodach i zatrzaskuje drzwi od pokoju.
Daniel, nie puścił mnie nawet przez moment.
-Gdzie masz koce?-Spytał.
Już nawet zapomniałam o tym, że jest mi zimno, ale teraz dygotałam jeszcze bardziej. Przytulił mnie do siebie i drgawki trochę ustały.
Pokazałam mu półkę w salonie, gdzie były schowane koce. Kazał mi usiąść na kanapę. Zrobiłam to o co mnie prosił. Skuliłam się przyciskając nogi do piersi i oplatając je rękami.
Daniel, z uśmiechem na twarzy, okrył mnie 2 grubymi kocami i usiadł koło mnie. Od razu położyłam mu głowę na ramieniu, a ten posadził mnie sobie na kolana i obioł obiema rękoma.
Wtuliłam się w jego pierś. Słyszałam jak jego serce bije w miarowym rytmie. Przez cały czas wsłuchiwałam się w jego rytm.
Od czasu do czasu drzwi u góry w pokoju, otwierały się i zamykały z trzaskiem, zupełnie tak jakby Miek, miał tym zachowaniem nam w czymś przeszkodzić, no i tupał nogami. Schodził też od czasu do czasu na dół do kuchni i próbował mnie czymś zagadać, ale za drugim razem Daniel zwrócił mu uwagę, żeby pozwolił mi spać bo jestem chora. Zdziwiło to Mika, ale wziął sobie jego prośbę do serca, bo zachowywał się jak najciszej umiał.
W końcu zamknął się w łazience i prawdopodobnie brał kąpiel, bo długo z niej nie wychodził.
Czekałam aż rodzice wrócą z delegacji. Pracowali w dużej i bardzo opłacalnej firmie, to był plus, a minusem było to , że często wyjeżdżali, ale nie musieli już wynajmować opiekunek, chociaż czasem to robili, gdy wyjeżdżali na więcej niż 2 dni.
Myślałam o 3 rzeczach naraz. O Lizi, czy nie zamartwiała się o mnie i czy nie wydzwaniała. Nie mogłam tego sprawdzić, bo mój telefon leżał wyłączony na dnie torby. O Danielu i o rodzicach, co oni pomyślą, gdy zobaczą, że przytulam się do chłopaka, którego nie widzieli, prawdopodobnie, ani razu. Chociaż, mój opiekun, mówił, że powiedział rodzicom o tym, że jeżeli nie wróci do 23 to wróci dopiero rano.
Moje rozmyślania przerwało przekręcanie klucza w drzwiach. Mik-najwyraźniej czatował przy oknie-zbiegł po chodach i wbiegł do korytarza.
Pokręciłam głową i starałam się schować.
-Tato!-Zawołał Mike.-A Angela ma nowego chłopaka... !
Już nie żyje. Zacisnęłam dłonie w pięść, żeby uspokoić się, gdy rodzice zaczną mnie wypytywać.
-Co takiego?!-Wybuch ojciec.
-Cii!-Warknęła Lena, nasza mama.- Mówiłam ci, że dzwonili ze szkoły, że Ang ma gorączkę i że wysłali ją do domu.
Ojciec westchnął i wziął głęboki wdech, żeby znowu nie wybuchnąć. Wszedł do salonu i zatrzymał się w pół kroku. Wychyliłam się zza ramienia Daniela, żeby zobaczyć jego minę. Było na niej zdziwienie i niedowierzanie, a nie zdenerwowanie czy złość. Czyli był mile zaskoczony.
Co prawda moje spotykanie z chłopakami polegało na tym, że to oni musieli po mnie przychodzić, całować lub takie tam. Prawdopodobnie nie miałabym ani jednego chłopaka, gdyby nie Lizi. Za każdym razem, gdy któryś z przystojniaków się do mnie w jakiś sposób podwalał, ona od razu to wykorzystywała, żeby mnie z nim umówić. Czyli innymi słowy randka na przymus. Wśród chłopaków byłam jak nie zdobyty „szczyt”. Prawie każdy chciał się ze mną umówić, ale na żadnego nawet nie zwróciłam uwagi. Dziewczyny z klasy mówiły, że jestem jakaś popaprana skoro nie podoba mi się żaden chłopak w szkole. Ciekawa jestem jak zareagują, gdy zobaczą mnie z Danielem. Jeżeli w ogóle zobaczą...
Chwilę później zza pleców taty wyszła Lena. Spojrzała wprost na mnie ignorując osłupiałego Mikela i, obejmującego mnie, Daniela. Podbiegła do mnie blada na tworzy i przyłożyła rękę do czoła.
-Kochanie...-Powiedziała mama. Jej przestraszone oczy patrzyły w moje z takim strachem, że aż sama zaczęłam się jej bać.-Mierzyłaś sobie temperaturę.-Wzięła się w garść.
Pokręciłam przecząco głową, żeby nie straszyć ją tonem mojego głosu.
Od razu wstała i pobiegła do kuchni po apteczkę. Może i nie była mamą Fredi'ego z iCarly.com, ale miała wystarczająco dużą apteczkę, żeby pomieścić w niej aparat do mierzenia ciśnienia, 4 termometry, każdy miał swój, kilkadziesiąt bandaży i 3 razy tyle plastrów poukładanych w kupkach od najmniejszego do największego, a nawet słuchawki do osłuchu płuc i,co najważniejsze, lizaki. Z przyzwyczajenia, gdy któreś z nas było chore i dało się zbadać, dostawało taką słodką niespodziankę. Tak trochę nadopiekuńcze, ale mama przechodziła kurs pierwszej pomocy i przy jakiś wypadkach, nawet nie wiem czy nie była by lepsza od nie jednego lekarza w Nibush.
Wbiegła do pokoju trzymając w ręce termometr. Gestem kazała mi go wziąć do buzi, a sama znów przyłożyła mi dłoń do czoła kompletnie ignorując to, że ktoś inny prócz mnie był w tym pomieszczeniu. Właśnie w takich chwilach się jej bałam. No może nie tak, że dostawałam palpitacji tylko moje serce przyspieszało rytm.
Gdy termometr zapiszczał i Lena wzięła go do ręki. Jej oczy nagle powiększyły się z niedowierzania i wypuściła urządzenie z ręki kręcąc przecząco głową. Podniosłam je z trudem i spojrzałam ile to też stopni pokazuje.
43^?! Przecież normalny człowiek powinien nie żyć przy takiej temperaturze.
I wtedy do mnie dotarło. Przecież ja nie jestem „każdy normalny człowiek” w moim DNA jest go tylko trochę. Można powiedzieć, że jestem nieśmiertelna, ale można mnie zabić choćby przebijając mi serce lub podcinając żyły, żebym wykrwawiła się na śmierć. Wiem jedno. Nie umrę staro. Chociaż będę ciągle tak samo wyglądać do końca świata, gdy skończę ileś tam lat. Nawet nie wiem ile, ale nie przekroczy trzydziestki.
Daniel, wziął ode mnie termometr. Nie był zdziwiony tym, że jeszcze, żyję tylko z zastanowieniem jakbym kogoś mu przypominała albo próbował mnie do kogoś porównać, lub gdzieś dopasować. Sama już nie wiem. Nie znałam go prawie w ogóle, więc nie wiedziałam co może oznaczać jego zachowanie. Co prawda, czułam się jakbym znała go od zawsze, choć nie wiedziałam o nim nic.
Spojrzałam na mamę, była niemal tak blada jak ja, czyli przeźroczysta.
-Mamo?-Spytałam niepewnie.
Spojrzała na mnie z przerażeniem i niedowierzaniem.
-Niech pani usiądzie.-Powiedział Daniel spokojnym, ale stanowczym głosem.,Jako jedyny chyba myślał trzeźwo.- Angela potrzebuje... yyy... jakby to... ?-Powiedział bardziej do siebie niż do nas.- Odpoczynku. Właściwie to powinna dużo leżeć.-Potrząsnął głową jak profesjonalista pewny swoich słów.
Mike został w przedpokoju, zupełnie tak jakby próbował podsłuchać rozmowę, którą miał prawo usłyszeć. Zaniepokoiło mnie to.
-Czyli chcesz nam powiedzieć-zaczął tata-że ty się nią zaopiekujesz a my mamy iść sobie spać?
-No, mniej więcej tak.-Uśmiechnął się Daniel do Mikela z lekką irytacją, albo po prostu mi się wydawało.
Ojciec podrapał się po brodzie w zamyśleniu, zadumał się, a potem przeniósł ciężar ciała na drugą nogę. Nie podobały mi się takie zachowania. Zawsze szykowała się w nich jakaś nauczka dla mnie.
Westchnęłam, ale tata nawet nie zwrócił na to uwagi.
-Dobrze, ale pamiętaj, że mogę zejść na dół w każdej chwili.
I niemal w tym samym momencie, do pokoju wszedł Mike ze łzami w oczach. Spojrzał na tatę z wyrzutem, a potem odwrócił się na pięcie i pobiegł do swojego pokoju tupiąc przeraźliwie nogami. Próbował w ten sposób odreagować. Naprawdę był o mnie zazdrosny. Mój mały braciszek. Serce mi się łamało, gdy widziałam łzy w jego pięknych, małych oczach.
Nawet nie wiem kiedy wstałam na równe nogi, i już mnie nie było. Dosłownie. Znalazłam się pod pokojem swojego braciszka. Przez drzwi słychać było ciche łkanie gdzieś w kącie pokoju. Otworzyłam ostrożnie drzwi i weszłam do środka.
Tak jak myślałam. Mike siedział skulony w kącie pokoju z głową schowaną w kolanach.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi, ale chłopak nawet nie drgnął. Ukucnęłam przed nim i położyłam mu dłonie na ramiona. Braciszek podniósł niepewnie głowę. Jego oczy, nas i policzki były spuchnięte od łez. Cała jego twarz była czerwona i mokra od kropelek słonej wody wypływającej z jego oczu.
Czułam jakby w moje serce wbijał się potężny sopel lodu. Po prostu nie mogłam patrzeć jak Mike wypłakuje sobie oczy, przez decyzję taty...
Rozumiem... To był ta nauczka... Ale przecież ona krzywdziła chłopca, może, nawet bardziej niż mnie. Co prawda Mike był o mnie szaleńczo zazdrosny. Chciał mnie mieć na własność. On był jeszcze mały. Pobłażałam mu za każdym razem, kiedy przykablował rodzicom, że mam chłopaka. Nie byłam na niego zła. Po prosu miłość, jaką go darzyłam, nie pozwalała mi się na niego wściekać. Za bardzo kochałam swojego braciszka, a on równie mocno kochał mnie.
Wzięłam Mika w objęcia i mocno przytuliłam chłopca do siebie, zupełnie tak, jakbym nie miała go już puścić. Jego łzy spływały mi po karku i wsiąkały w bluzkę.
Pociągnął kilka razy nosem i otarł ręką słone krople z oczu.
-Zostań ze mną.-Wyszeptał mi do ucha.
-Przecież jestem przy tobie i nie zamierzam cię zostawić.-Odparłam pewnie unosząc dumnie głowę do góry.
Kolejne pociągnięcia nosem i głębokie wdechy.
-Wiem, że nie chcesz, ale wszystko się zmieni przez tego Daniela.-Jego głos robił się coraz głośniejszy.- Zobaczysz. Znikniesz, może gdzieś wyjedziesz i będziesz mnie odwiedzać raz w tygodniu. Zapomnisz o całym świecie! Zapomnisz o mnie!-Krzyknął na mnie.-Stracisz głowę dla tego chłopaka! A co ze mną?! Co z twoim braciszkiem?!-Znowu się rozpłakał, ale mu nie przerwałam.-Co ja będę miał zrobić, żebyś zwróciła na mnie uwagę? Zmienić się w Daniela...-Głos mu się załamywał.-A może stać się tym kim ty jesteś?
-A kim w takim razie jestem?-Spytałam zaskoczona tym stwierdzeniem.
Nie krzyczałam na niego. Właściwie to zesztywniałam ze zdziwienia. Kim ja byłam w jego oczach?!
-Dla mnie jesteś aniołem stróżem. Zawsze gdy jesteś przy mnie, czuję się bezpiecznie...
Puściłam go tak nagle, że opadł na podłogę. Wstałam na równe nogi i odsuwałam się powoli z niedowierzaniem. Kręciłam głową, żeby temu wszystkiemu zaprzeczyć. Zaczęłam się bać własnego brata!
-Co ci jest Angela?!-Spytał zatroskany.-Co ja takiego powiedziałem?!
Nadal kręciłam głową z niedowierzaniem. Drzwi cicho i powoli zaczęły się za mną otwierać. Ktoś wszedł do pokoju. Nie było go słychać. Bardziej poczułam tego kogoś niż słyszałam. Właściwie to w ogóle go nie było słychać.
Czyjeś silne ręce zacisnęły się na moich ramionach i przycisnęły do siebie pewnie nie napotykając oporu. Wpatrywałam się w ciemność panującą za oknem, niewidzącym wzrokiem, czekając na grom z jasnego nieba.
Moje imię rozchodziło się echem po pokoju. Nie chciałam go słyszeć. Za bardzo przypominało mi przeszłość... Zatroskanych i zmartwionych rodziców...
Czyjeś usta przycisnęły się do mojego ucha.
-Cii...-Wyszeptała, przytulająca mnie go siebie, osoba.
Jej głos był jak światełko w ciemnym tunelu. Jak promień nadziei rzucający na wszystko spokój i harmonie. Nie wiem dlaczego, ale wiedziałam, że ten głos zostanie ze mną, aż do końca świata i nigdy nie przestanie pragnąc mojego szczęścia, zadowolenia i miłości. Tylko jego tak naprawdę potrzebowało moje serce. Tylko do niego ono należało.
Mike, objął mnie w pasie i mocjo przytulił wycierając mokre policzki w moją bluzkę. To one sprawiły, że przestałam myśleć o niebieskich migdałach.
Nie wiedziałam co mam robić! Potrzebowało cię dwóch chłopaków, a ty potrzebowałaś ich! Nie możesz się załamywać na samo słowo, skierowane do ciebie, „Anioł”! Nie oszukasz przeznaczenia! Nie oszukasz miłości, jaką darzą ciebie wszyscy, których kochasz!
Zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich wdechów.
-Dobrze...-Zaczęłam, lecz nie wiedziałam co powiedzieć.
Oboje przytulili mnie mocniej do siebie. Udało mi się jakoś z nich wyplątać i stanęłam naprzeciwko.
-Dobrze! Bierzmy się w garść.-Powiedziałam do siebie szeptem.-No dobra-zwróciłam się do nich.-Mike, do łóżka.-Zrobiłam niepewny krok w stronę Daniela.-A ty...?
Stanęłam przed nim. Przybliżył swoją twarz do mojej, a później nasze usta się zetknęły. Powoli i ostrożnie, zaczął się do mnie przysuwać, a jego wargi napierały z coraz większą siłą. Za każdym razem, gdy zrobił ruch bliżej mnie, przechodził mnie dreszcz.
Poczułam dotyk ręki na plecach i kilkakrotne pociągnięcia w dół za bluzkę,a potem głośne chrząknięcie.
-Ja wciąż tu jestem i wszystko widzę!-Warknął z oburzeniem Mike.
Odsunęliśmy się od siebie z Danielem, kiedy tylko brat skończył swoje zdanie. Spojrzałam na chłopca, a on tylko pokręcił głową i poszedł do łóżka. Odwróciłam się, żeby zobaczyć co robi mój opiekun. Stał koło drzwi oparty o ścianę z założonymi rękami na piersi i spuszczoną głową.
-Zgasisz światło?-Spytałam nadal zaskoczona tym co się stało przed chwilą stało.
Zrobił to o co go poprosiłam, ale nawet na mnie nie spojrzał. Poszłam do brata, który leżał skulony na łóżku, i usiadłam koło niego. Chwyciłam go za rękę i wpatrywałam się w ciemną przestrzeń przed sobą dopóki nie usnął. Potem ostrożnie i po cichu wyszłam z pokoju razem z Danielem, który wciąż na mnie nie patrzał, a jego wzrok był przyklejony do podłogi.
Kiedy tylko weszliśmy do mojego pokoju, ogarnął mnie ziąb, który leciał przez otwarte okno. Objęłam się rękoma, ale to nie pomogło. Zamknęłam okno i spojrzałam na Daniela. Podeszłam do niego i położyłam mu dłoń na twarzy tak, żeby na mnie spojrzał.
-Przepraszam!-Powiedział w końcu niemal szeptem.
Cały czas powtarzał to słowo, aż w końcu nie wiedziałam co mam robić i, stojąc na palcach, pocałowałam go. Na chwilę zesztywniał ze zdziwienia, ale po chwili jednak położył mi jedną rękę na plecach a drugą wplótł mi we włosy.
-Ja się nie gniewam. -Odpowiedziałam, kiedy mogłam wziąć oddech.
Nie wróciliśmy do całowania, ale mimo wszystko nadal się do siebie tuliliśmy. Głowę miałam opartą o pierś Daniela, a on swoją twarz w moich włosach.
-Może...-Zaczęłam niepewnie.-Chodźmy spać... ?
Nie odpowiedział. Zamiast tego wziął mnie na ręce, jakbym w ogóle nic nie ważyła, i podszedł do łóżka. Opadł na nie, a ja na niego, i przykrył nas kołdrą.