-Liz, ty wiesz, że ja cię zabiję nie?-Powiedziałam ziewając i przeciągając się w drzwiach.
-Tak, tak wiem, ale podjęłam to ryzyko.
Zaśmiała się i przemknęła koło mojego ramienia do mieszkania. Pociągnęła mnie-ledwo przytomną- za sobą, a drzwi trzasnęły z takim hukiem, że aż się ściany zatrzęsły (prawiebym się przewróciła przez Liz, dlatego tak drzwi trzasnęły!). Weszłyśmy po schodach (ledwo utrzymywałam się na nogach) i weszłyśmy do mojego pokoju. Pierwsze co, to padłam na łóżko i zamknęłam oczy. Nawet nie wiedziałam kiedy usnęłam, bo obudziło mnie rzucanie na mnie sterty ubrań. Wstałam tak nagle, że większość ciuchów wylądowała na podłodze.
-Tak, tak wiem, ale podjęłam to ryzyko.
Zaśmiała się i przemknęła koło mojego ramienia do mieszkania. Pociągnęła mnie-ledwo przytomną- za sobą, a drzwi trzasnęły z takim hukiem, że aż się ściany zatrzęsły (prawiebym się przewróciła przez Liz, dlatego tak drzwi trzasnęły!). Weszłyśmy po schodach (ledwo utrzymywałam się na nogach) i weszłyśmy do mojego pokoju. Pierwsze co, to padłam na łóżko i zamknęłam oczy. Nawet nie wiedziałam kiedy usnęłam, bo obudziło mnie rzucanie na mnie sterty ubrań. Wstałam tak nagle, że większość ciuchów wylądowała na podłodze.
-Co ty robisz?!-Krzyknęłam na Liz.
-Budzę cię.-Odparła beztrosko.-A przy okazji szukam ci jakichś fajnych ciuchów, które ubierzesz na imprezę.
-Budzę cię.-Odparła beztrosko.-A przy okazji szukam ci jakichś fajnych ciuchów, które ubierzesz na imprezę.
Spiorunowałam ją wzrokiem, ale dałam jej za wygraną. Widziałam, że i tak nie odpuści więc po co się z nią kłucić?
Westchnęłam i znów rzuciłam się na łóżko przymykając oczy.
-Heej?!-Powiedziała oburzona Liz, kładąc ręce na biodrach.- Moja fryzura się sama nie zrobi!
Och, pomyślałam, czemu ona nie odpuści?!
Zwlekłam się z kanapy i, jak menczennik, powlakłam się do liz, która przygotowała już swoją szczotkę i usadowiła się na krzesełku przed toaletką. Ziewając, zabrałam jej z ręki szczotkę do włosów i zaczęłam je jej rozczesywać. Podczas tego zabiegu, tylko moje ręce pracowały-plotły warkoczyki- mój muzg spał, bo nawet nie wiem kiedy skończyłam robotę. Liz wyglądała naprawdę ładnie. Rzuciłam wszystko i poszłam do łazienki wziąć zimny prysznic. Podziałało choć trochę, bo już tak bardzo nie chciało mi się spać. Postanowiłam zrobić coś czego nigdy nie lubiłam. Wypiś kawę!
Zwlekłam się z kanapy i, jak menczennik, powlakłam się do liz, która przygotowała już swoją szczotkę i usadowiła się na krzesełku przed toaletką. Ziewając, zabrałam jej z ręki szczotkę do włosów i zaczęłam je jej rozczesywać. Podczas tego zabiegu, tylko moje ręce pracowały-plotły warkoczyki- mój muzg spał, bo nawet nie wiem kiedy skończyłam robotę. Liz wyglądała naprawdę ładnie. Rzuciłam wszystko i poszłam do łazienki wziąć zimny prysznic. Podziałało choć trochę, bo już tak bardzo nie chciało mi się spać. Postanowiłam zrobić coś czego nigdy nie lubiłam. Wypiś kawę!
Przeczesałam szybko włosy i wyszłam z łazienki.
-Ej, Angela!-Zawołała Liz z mojego pokoju.-Teraz twoja kolej.
-O nie! Ja chcę zjeść śniadanie!-Krzyknęłam.
-O nie! Ja chcę zjeść śniadanie!-Krzyknęłam.
-Chyba obiad!-Zaśmiała się moja przyjaciółka.
-Co?! Liz idziesz ze mną! Nie jem sama obiadu!
Wyszła z pokoju i razem zeszłyśmy do kuchni. Tam czekała już na nas Lena z parującym garnkiem a w okół unosił się zapach makaronu z warzywami i mięsem.
Wyszła z pokoju i razem zeszłyśmy do kuchni. Tam czekała już na nas Lena z parującym garnkiem a w okół unosił się zapach makaronu z warzywami i mięsem.
-O której przyszłaś?-Zwrócila się Leno do mojej przyjaciółki.
-Może o 7.-Uprzedziłam koleżankę.
Moja głowa już niemal leżała na blacie kuchennego stołu, gdy Lena wyciągnęła tależe.
-A gdzie chłopaki?-Zapytałam stłumiając ziewnięcie.
-Niedawno wyszli, wrócą dopiero wieczorem. Pojechali bez słowa.-Wzruszyła ramionami i nałożyła nam obiad.
Po krótkim odpoczynku po posiłku, poszłyśmy spowrotem na górę i w tedy Liz mnie dopadła. To jest jedyna osoba, której się boję! Ale zato zrobiła mi piękną fryzurę. Miałam we włosach milion, a może nawet miliard, wsuwek do włosów. Wszystko było upięte i miało swoje miejsce. Nigdy nie można kwestionować pomysłów mojej przyjaciółki. Nigdy!!! Ostatni śmiałek, który tego dokonał, kończy właśnie rechabilitacje. To, to jest sraszne! Ja przy niej to nic! Ona przechodzi jak buża, z rozmachem, ale z pełną klasą. Nikomu nie życzę tego, co spotkało tamtego chłopaka. Niechcielibyście go widzieć. Krew się lała ze wszystkich stron.
Cały majstersztyk zajął jej kilka godzin. Tak właściwie to była już 16, a my przyszłyśmy na górę przed 14. To z dwie godziny nade mną śleńczy i że jej to nie nuży.Została nam więc godzina na ubranie się (Boże! Żeby to nie był ubiur z sexschopu!) i wymalowanie. Oczywiście pierwszye na liście Liz, znalazły się miniówki. Potem jakieś bluzki z wypaczanym dekoltem i uwodzicielski makijarz. Nie dałam sobie pomalować czerwoną szminką, ust i nie zrobić tak, żeby zachipnotyzować wzrokiem. Wiedziałam, że ona stroi się tak tylko dlatego, że na tej imprezie będzie Peter. To ona mniała być dlań okiem w głowię. No coż, po tej stylizacji trudno tak nie powiedzieć.
Jakoś za dużo czasu nam dzisiaj zlatywało na przygotowaniach. Teraz już była prawie 17! Ledwo zdążyłam ubrać buty, a już Liz ciągnęła mnie w stronę domu Daniela. Była zbyt podekscytowana. Ona tam niemal leciała. Po prostu dostała skrzydeł. A ja sobie jeszcze na nie poszekam...
Kiedy dopadła do drzwi, zadzwoniła niepewnie jeden raz. Otworzył nam je Daniel. Wpuścił nas do środka i to w tedy moja przyjaciółka puściła moją rękę i w końcu magłam poprawić sobie tę wstrętną miniówkę, która niemal tak się podniosła, że pokazywała moje pośladki! Mój ukochany zaśmiał się na ten widod.
-No co?-Żachnęłam.
-Nic...-Odparł.-Ładnie wyglądasz.
-Nic...-Odparł.-Ładnie wyglądasz.
-Dzięki...
Wspięłam się na palce i pocałowałam go w policzek.
-Tylko tyle?-Zapytał.
Pokiwałam głową i ruszyłam do Liz, która stała sparaliżowana w korytarzu. Westchnęłam na ten widok i złapałam ją za ramię usiłując pociągnąć do salonu, z którego dochodził już ryk muzyki. Diabli ją tamnie zaciągną. Chciałam ją wiżć na ręce i tam zanieść, ale to by dziwnie wyglądało więc się powstrzymałam. Zamiast tego weszłam do salowu i poszukałam wzrokiem, pośród niewielkiego tłumu, Petera. Akurat spojrzał na mnie.
-Piter?-Zawołałam.-Będziesz łaskaw podejść do mnie?
Wyglądał tak, jakby czekał cały dzień na te słowa. Choczo podszedł do mnie i rozejrzał się, ale byliśmy w takim miejscu, że nie mógł zobaczyć Liz w przedpokoju.
-A gdzie twoja koleżanka?-Zapytał.
-Ymm... Jakby to powiedzieć...-Podrapałam się po brodzie.-A co mi tam!
Złapałam go pod ramię i zaciągnęłam do przedpokoju, w którym nadal stała moja przyjaciółka. Lokko pobladła, gdy go zobaczyła, ale on, uśmiechnął się do niej od ucha do ucha i już wiedziałam, że nie będę tu potrzebna. Przemknęłam się cichutko do Daniela i oplotłam mu ręce w pasie.
-Myślisz, że za spełnienie dobrego uczynku dostanę skrzydełka?-Zwróciłam się do mojego chłopaka.
Zaśmiał się i pocałował mnie.
-Napewno.-Wymruczał.
Objął mnie jednym ramieniem, a drugą ręką trzymał klamkę od drzwi. Tańczyliśmy w rytm muzyki, ale nie tak chaotycznie, jak pozostali. Przez następne pół godziny otwieraliśmy drzwi, a potem poszliśmy dołączyć do reszty. Śledziłam wzrokiem zebranych, wypatrując Liz i Petera. Jakoś nigdzie ich nie było. Już czekałam na jej recenzję dotyczącej imprezy.
Po krótce, zjawili się u naszego boki Arek i Mateusz. Kamil i Sam nieźle bawili się w koncie pokoju. Siekiera, cały czas wpatrywał się w jedną dziewczynę, która spoglądał na niego co jakiś czas nieśmiało.
Szturchnęłam go w bok.
-Wyluzuj!-Powiedziałam.-Podejdź do niej!
-Ale ona się mnie pewnie boi... po tym co zrobiłem...-Skrzywił się.
Przewróciłam oczami i ruszyłam do dziewczyny.
-Cześć!-Przywitłam się.-Jasteś Lucy, prawda?
Dziewczyna pokiwała głową.
-Mój kolega, bardzo sie w tobie zadużył i pyta czy nie chciałabyś z nim zatańczyć? Boi się, że ty się go boisz po tym co on zrobił temu kolesiowi.
O dziwo, uśmiechnęła się.
-Należało mu się-odpowiedział chardo-i z chęcią zatańczę z twoim kolegą.-Ale tu już lekko porumieniała.
Pociągnęłam ją za sobą za rękę, do trójki najładniejszych chłopaków z całego tego zebrania. Kiedy podeszłyśmy z Lucy, Mati się wyprostował i wyciągnął dłoń przed siebie szarmancko. Dziewczyna poczerwieniała jeszcze bardziej, ale podała Siekierze rękę i już ich nie było.
-Zobaczysz. To będą skrzydła premium.-Mrógnęłam do Daniela, który znów się zaśmiał.
-Napewno, nobo anioł bez skrzydeł to nie anioł, a ty jesteś moim Aniołem czyż nie?
-Napewno, nobo anioł bez skrzydeł to nie anioł, a ty jesteś moim Aniołem czyż nie?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo przycisnął swoje wargi do moich ust.
Dyskoteka nie miała końca, przynajmniej tak mi się zdawało. Im robiło się puźniej, tym ludzi ubywało, aż w końcu zostaliśmy tylko my i tańczyliśmy do rytmu wolnej piosenki. Wtulałam się w pierś Daniela, a on, swoją twarz w moich włosach.
Kiedy piosenka się skończyła usiedliśmy, wpatrując się w siebie chyba trochę zbyt namiętnie. Robiliśmy sobie w ten sposób niepotrzebną nadzieję. Ale cóż, zaczęliśmy się całować, jakby świata za nami nie było i wyobrażałam sobie łóżko, na którym, chwilę puźniej wylądowaliśmy. Nie wstawaliśmy z kanapy. Nie ruszaliśmy się z miejsca, tylko tak jakoś... A z resztą, nie spostrzegłam tego do puki się rano nie obudziłam, ale skończyło się tylko na namietnych pocałunkach, na więcej nie byłam gotowa.
No a więc, rano, leżałam niemal bez bielizny. Śmiałam się w myślach, ale i tak obudziłam Daniela jak śpiącą królewnę. Przeniósł mnie na siebie i dalej całował. Tych pocałunków nie było nońca.
-A twoi rodzice? Kiedy przyjdą?-Zapytałam nie odrywając od niego swoich warg.
-Przyjadą po południu.
Przesunął swoje usta na moją szyję i całował dalej.
Spojrzałam na zegarek i zaśmiałam się.
-Mówisz po południu, a ja tu na zegarku widzę, że jest za dwadzieścia dróga.
Przełknął głośno ślinę.
-Zaraz pewnie przyjadą!-Jęknął i wyplątał się zwinnie i zaczął się ubierać.
Poszłam w jego ślady, przeczesałam włosyw palcami w jako taką kitkę i zeszłam za nim na dół. Pierwsze co zrobił, to zaczął sprzątać. Pomogłam mu z grubsza, ale potem nie dawał mi spokoju telefon dzwoniący co 5 minut. W końcu jednak go odebrałam.
-Chalo?
-Oh, Angela!-Krzyknęła Lena do słuchawki.-Wiesz, jak ja się o ciebie martwiłam?! Nie dałaś znaku życia od kiedy wyszłaś z Liz! Jest tam z tobą.
-Nie...
-To gdzie jesteś?!
-U Daniela...-Nie pozwalała mi dokończyć ani jednedo zdania.
-A co ty tam jeszcze robisz?
-Pomagam mu sprzątać! A poza tym, niedawno się obudziłam, a telefon mam wyciszony. Trudno go usłyszeć w takim natłoku zdarzeń.
Westchnęła.
-Tylko się pospiesz. Chłopacy wrócili i mają coś dla ciebie.
Zaskoczyła mnie tym stwierdzeniem. Co ci dwaj-Mickel i Mick-mogli mi kupić?!
Wymieniłyśmy jeszcze pare zdań i rozłączyłam się.
Szybko uwinęliśmy się z naszą robotą, pożegnaliśmy się i gdy byłam na drugiej stronie ulicy, akurat zajechali jego rodzice, a ja, wymnęłam się chypcikiem do swojego domu. Nawet mnie nie zauważyli i w domu przeżyłam wielką niespodziankę. Lena miała rację, że COŚ mi kupili, ale czemu od razu COŚ takiego?!
~***~
-Przesadziliście!-Krzyknęłam uradowana.-Taki wielki?! Ciekawe gdzie go zmieszczę, bo na pewno nie do walizki.
-To pod rękę.-Odparł ochoczo Mick.
-A ciebie pod drugą!
Wzięłam go na ręce i mocno wyściskałam.
-Jak mam wam dziękować?-Zapytałam ze łzami w oczach.
Byłam tak wzruszona prezentem, że mimo, że to wydaje się dziecinne, jest tak urocze i niewinne.
Naprzeciwko mnie siedział wielki biały miś z różową kokardką uwiązaną na szyi. Mógł równie dobrze mieć tyle samo wzrostu co Mick. A może tyle miał... A z resztą, kogo to obchodzi. Ważne, że jest to wielki i nieprzewidywalny prezent, zwłaszcza, że niedługo mam urodziny...
-Czyli to jest mój prezent urodzinowy?-Zaskoczyłam ich tym pytaniem.-Sądzicie, że nie przyjadę?
Mick pokiwał głową.
-Kochanie, zrobię wszystko, żeby przyjechać.-Ucałowałam brata w czoło.-A może nawet i odwiedzę was w weekend. W każdy weekend.
Wyściskałam jeszcze raz Micka i zaczęliśmy rozważać nad tym, co też zrobię i gdzie wcisnę tego misia.
~***~
Dzień jak u dnia. Zwykły i bezsensowny, bo monotonny i bez barwny. Taki też okazał się być ten. Wszyscy w mojej rodzinie próbowali mieć mnie tylko dla siebie, ale zakończyło się to tak, że graliśmy wszyscy w Monopoly i oglądaliśmy jakiś bezsensowny film, wypożyczony, z wypożyczalni internetowej w tv. Nie wiem nawet o czym był. Cały czas popijałam herbatę i ucieszyłam się, gdy już zapadła noc. Z przyjemnością się pożegnałam i poszłam do pokoju. Wzięłam długi ciepły prysznic i wyszorowałam, jak nigdy, włosy a potem, z niechęcią, opuściłam kabinę i zaczęłam suszyć włosy, bo jutro by mi się nie ułożyły. Potem przebrałam sę w swoją ulubioną, niebieską, bawełnianą, koszulę nocną. Wszystkie ubrania już dawno pochowałam do walizek. Nawet misiu do jednej z nich się zmieścił! Nie sądziłam, że to możliwe.
Właśnie miałam wyłączać światło i położyć się spać, gdy ktoś zapukał do okna. Podeszłam do niego i otworzyłam je. Do środka wgramolił się Daniel.
-Błagam, ratuj.-Wyszeptał i pocałował mnie.
-Przed czym?
-Przed czym?
-Raczej przed kim!-Oburzył się chłopak.-Moja mama jest przewrażliwiona. Co chwila coś innego i wydobytego nie wiadomo z kąt, próbuje mi wmusić, żebym wpakował do torby! Co chwila mam coś przymierzać, aż gdy na chwilę wyszła wyskoczyłem z okna i pobiegłem do ciebie.
-A od kiedy cię tak torturuje?
-Od samego rana!
-Moje biedactwo.-Położyłam mu dłonie na policzkach i pocałowałam prosto w usta.- Zostajesz zemną.
-Naprawdę mogę?
-Nie, tak sobie żartuję.-Odparłam z ironią.
Zarzuciłam mu ręce na kark i przyłożyłam do jego czoła swoje uśmiechając się uprzejmie.
-To jak... ?-Spytałam.
-Ale co?
-Idziemy pod prysznic czy, no nie wiem, robimy coś innego.
-Co...? Czekaj. Co masz na myśli mówiąc : "Idziemy pod prysznic..." w sensie, że ty i ja... Tam... Jesteś pewna, że tego chcesz?
-To nic, że przed chwilą z tam tond wyszłam, ale czemu nie zaryzykować powrotu... ? Tym bardziej, że...
Pocałował mnie i już nie dokończyłam zdania. Złapałam swój ręcznik i, całując się z Danielem, Otworzyłam łokciem drzwi i zaleźliśmy się na korytarzu. Dopiero teraz usłyszałam, że woła mnie Lena, która była w salonie.
-Angela! Angela!
-Angela! Angela!
Niechętnie oderwałam się od mojego chłopaka i odpowiedziałam:
-Tak?!
-Musimy z tatą wyjść w ważnej sprawie służbowej, bierzemy Micka. Nie będziesz zła, że zostajesz sama...?!
Chciała pewnie powiedzieć, że nie pożegna się juro ze mną przed wyjazdem. Teraz się to dla mnie nie liczyło, bo Daniel rozpraszał mnie swoim zmysłowym całowaniem po szyi...
-Nie!-Odkrzyknęłam.
-Och cieszę się skarbie! To pa!
Nie zdawałam sobie sprawy, że już wyszli, gdy Daniel mnie nie uświadomił szepcąc mi do ucha, że jesteśmy sami i mamy cały dom dla siebie. Lekko się wtedy zarumieniłam, ale i tak nie zniechęciło mnie to do całowania go.
Nie wiadomo kiedy, znaleźliśmy się w łazience a ja już nie miałam na sobie połowy rzeczy. Z resztą on też, więc jakoś się to wyrównywało. I znów, nie minęła chwila, a my staliśmy pod prysznicem, a woda z niego oblewała nasze rozgrzane ciała. To było bardzo, ale to bardzo dziwnie doznanie. Nie mówię, że nie było fajne... Było cudowne! Tylko trapiło mnie to, że nie wiem co mam o tym myśleć... Nie powinnam się zastanawiać, ale cóż... To był mój pierwszy raz... Ale teraz, leżąc koło Daniela na łóżku, na usta - zamiast rozmyślań - cisnęły się pytania. Nie chciałam psuć tej chwili zadając je. Nawet ja tego nie chcę.
-A więc...-Zaczął Daniel chcąc przerwać tę narastającą, krępującą, ciszę.
Przyłożyłam mu palec do ust. Zamilkł i uśmiechnął się.
-Nie psuj nastroju.-Wyszeptałam kładąc się na niego.- Teraz, jak chcesz poruszać ustami to tylko bezgłośnie i nawet wiem jak możesz ich użyć...
Zaczęłam go całować, ale on, z niechęcią, odsunął swoje usta.
-Chciałem tylko powiedzieć, że będziemy musieli wstać bardzo wcześnie, jeżeli chcemy, żeby nie uciekł nam transport.
-Masz na myśli...? Którą dokładnie?
-No wiesz, o trzeciej już będziemy musieli wstać, bo po czwartej już wyjeżdżamy.
-Co?! Ty sobie żartujesz nie? Czemu ja o tym nie wiem?
-Nie mam pojęcia skarbie.
Pocałował mnie na pociesznie w policzek.
-Jeżeli nie chcesz mieć jutro cieni pod oczami, to lepiej idź już spać.
-A która jest?
-Prawie północ.
-Proszę, nie żartuj! Nie mów mi, że za trzy godziny mam być już na nogach.
-Dobrze, nie powiem.
-A obiecasz mi coś?
-Co tylko chcesz skarbie.
Znów mnie pocałował, ale tym razem w czoło.
-Będziesz tu rano i mnie obudzisz?
-Na pewno.
~***~
______________________________________________________________________________
Sorry za błędy, ale nie chce mi się ich poprawiać.
Za dużo z tym roboty.
A z resztą...
Za dużo z tym roboty.
A z resztą...
Błędy są banalne, ale ja nie mam głowy do poprawiania ich. W moim OpenOffisie coś się popsuło i mi błędów nie poprawia. Ale mam nadzieję, że da się to, jako tako, zrozumieć. Ze wszystkimi zażaleniami proszę walić na komentarze. Zniosę wszystko. C h y b a.
OdpowiedzUsuńNajwyżej usunę tego bloga i tyle.
Pozdrawiam;*